Kościół katolicki na własne życzenie traci właśnie w Polsce status świętej krowy

Malgorzata Szyler
Posty: 51
Rejestracja: ndz wrz 10, 2017 7:51 pm

Kościół katolicki na własne życzenie traci właśnie w Polsce status świętej krowy

Post autor: Malgorzata Szyler » pt mar 23, 2018 8:18 pm

Kościół katolicki na własne życzenie traci właśnie w Polsce status świętej krowy
23 marca 2018

Kiedy na Facebooku pojawiła się prośba o sugestie odnośnie do transparentów na piątkową manifestację, większość propozycji jeszcze niedawno zostałaby uznana za jechanie po bandzie.
Białe kafle, a na nich dwie postaci narysowane od pasa w dół. Jedna ma na sobie sutannę i krwistoczerwona stuła. Druga wisi – na sznurze czy trzymana przez księdza, nie wiemy – widzimy tylko bezwładne bose stopy, halkę i rzekę krwi między nogami.

Mocne? Bardzo. Za mocne? Już nie. Bo Kościół katolicki, na własne życzenie, traci właśnie w Polsce status świętej krowy.

Księdza i krwawiącą kobietę namalowała Izabela Dudzik, specjalnie na na strajk kobiet. Ale wymierzonych bezpośrednio w Kościół akcji, do niedawna jeszcze nie do pomyślenia, przy okazji batalii o ustawę antyaborcyjną jest coraz więcej. Na pewno dzieje się tak dlatego, że Episkopat czynnie zaangażował się w odbieranie kobietom praw i zmuszanie ich do bohaterstwa: rodzenia dzieci skazanych na szybką śmierć lub z poważnymi wadami genetycznymi, skazującymi je na wegetację pełną cierpienia i wymagającą stałej opieki.

Ale być może także zwyczajnie miarka się przebrała.

W Poznaniu nieznani sprawcy – lub sprawczynie – w nocy zagrodzili wrota do kilku kościołów biało-czerwonymi taśmami, takimi, które zazwyczaj otaczają miejsca zbrodni. Przyczepiono do niej plakaty i ulotki o "czarnym piątku" – dzisiejszej warszawskiej manifestacji.

W Warszawie studenci i studentki, z okrzykami „Wolność, równość, aborcja na żądanie!” i „Nie będzie biskup pluł nam w twarz!”, urządzili spontaniczną okupację kurii. W drzwi budynku poleciały śnieżki.

Kilka dni wcześniej na ogrodzeniach przed siedzibami kurii w Warszawie, Poznaniu, we Wrocławiu, w Krakowie, Łodzi i Szczecinie zawisły wieszaki. Kilka tysięcy zaprotestowało w ten sposób przeciwko pismu biskupów, którzy zaapelowali o „niezwłoczne” podjęcie prac legislacyjnych nad projektem „Zatrzymaj aborcję” (Sejm niezwłocznie prośbę spełnił). „Musiałyśmy przyjść pod siedzibę archidiecezji, urzędu opresyjnej instytucji, która jest źródłem nienawiści, pogardy i przemocy wobec kobiet, która nie spocznie, póki nie zamieni naszego życia w ostateczne piekło”, deklarowały organizatorki z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Kiedy na Facebooku pojawiła się prośba o sugestie odnośnie do transparentów na piątkową manifestację, większość propozycji jeszcze niedawno zostałaby uznana za jechanie po bandzie. „Won do Watykanu”, "Wara wam, katolicy, od ateistycznej macicy" i „Kościół zabija kobiety” były jednymi z łagodniejszych; wiele uczestniczących w dyskusji kobiet sugerowało przeniesienie walki na własne podwórko biskupów i rozliczenie Kościoła z pedofilii księży. „Nie oddam wam dziecka swego dla zboczeńca-wielebnego”, „Piekło kobiet, raj zboczeńców”, „Gdyby ministranci zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem”, „Odczepcie się od naszych macic i tyłków naszych synów”. Padło nawet pytanie „a można by tak zasugerować kastrację księży?”.

Cóż, już to zasugerowano. Na www.petycjeonline.com pojawiła się „Petycja o objęcie ochroną życia intymnego księży”. Czytamy w niej: „Postulujemy nadanie polskiemu duchowieństwu szczególnego statusu i objęcie prawną ochroną życia intymnego każdego kapłana Kościoła Katolickiego poprzez obowiązkową kastrację. Według oficjalnych statystyk, aż jeden na 20 katolickich księży jest narażonych na pedofilię. Do tego należy doliczyć ryzyko niechcianych i nieplanowanych ciąż. Nie pozwólmy na wykluczanie księży z Kościoła! Dość polityki pogardy wobec polskiego duchowieństwa! Tylko pełna ochrona życia duchownego jest w stanie przywrócić kapłanom prawo do godnej i niezakłóconej posługi kapłańskiej”.

Na końcu autor/ka dodaje, że jest to prowokacja w odpowiedzi na oświadczenie Episkopatu w sprawie projektu ustawy "Zatrzymaj aborcję" oraz „próby ingerencji w intymność Polek i odbierania należnym im praw człowieka”.

Wszystko razem zaczyna się składać na rewolucję.

Od ćwierć wieku strona pro-choice chodzi na paluszkach wokół katolickiej wrażliwości, nie prowokuje, nie drażni smoka, a jej jedyną bronią jest ewentualnie ironia i satyra. Bo żyjemy w katolickim kraju, bo społeczeństwo jest konserwatywne, bo radykalizm (typu hasło „aborcja jest ok”) przynosi więcej szkody niż pożytku: zraża umiarkowanych i daje fanatykom pretekst do rzucania tekstami o „Holocauście nienarodzonych” i „wojujących feministkach morderczyniach dzieci”. Efekt? Kościół i jego sojusznicy, krok po kroku, odbierają Polkom coraz więcej wolności, praw i godności. Najpierw tzw. kompromis aborcyjny, który po pierwsze nie jest żadnym kompromisem, tylko jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych w Europie, a po drugie notorycznie nie jest przestrzegany. Potem klauzula sumienia, rozszerzana z lekarzy na całe szpitale, a ostatnio domagają się jej aptekarze. Zniesienie programu in vitro, bo katolickiemu ministrowi zamrożone zarodki krzyczą, a episkopat grzmi o pogwałceniu „wymogu zachowania integralności osoby ludzkiej”, cokolwiek to znaczy. Wprowadzenie pigułki dzień po na receptę. Wychowanie seksualne, pardon, do życia w rodzinie, będące dziewiętnastowieczną z ducha, katolicką indoktrynacją (w telegraficznym skrócie: dziewczyny nogi razem, chłopaki ręce na kołdrze, seks tylko po kościelnym ślubie, a homoseksualizm to dewiacja). Wreszcie poparty entuzjastycznie przez Episkopat projekt Kai Godek, który faktycznie kończy z legalną aborcją w Polsce (95 procent przeprowadzanych dziś zabiegów odbywa się ze względu na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu). Rzecznik Episkopatu, ks. Paweł Rytel-Adrianik, przy okazji „Zatrzymać aborcję” podsumował stosunek polskiego Kościoła do kobiet: widzi je jako macice na dwóch nogach, których obowiązkiem jest rodzić. - Kobiety, które nie chcą wychowywać urodzonych dzieci, mogą zrzec się praw rodzicielskich i oddać je do adopcji, na którą oczekuje wiele małżeństw. W tej kwestii mają pełną wolność – zastrzegł. Normalnie ludzki pan.

Najwyższy czas w relacjach z polskim Kościołem zmienić strategię, skoro poprzednia ewidentnie nie działa. Zwłaszcza że dziś to smok stary i mocno wyliniały, instytucja kurczowo trzymająca się przebrzmiałych dogmatów (i nie, bynajmniej, nie tego o miłości bliźniego), uparcie niedostrzegająca zmieniającej się rzeczywistości. Kobiety na całym świecie coraz głośniej domagają się dla siebie równego kawałka tortu, decydowania o sobie, traktowania jako podmioty, nie przedmioty; podsumowując, za Zofią Nałkowską, „całego życia”. I widzimisię paru mężczyzn w sutannach, choćby i nawet dziś na pstryknięcie palców mogli wyjmować ustawy z sejmowej zamrażarki, błogosławili każdy otwarty kilometr autostrady i koronowali Chrystusa na króla Polski, tego nie zmieni. Kobiety nie dadzą się znów zamknąć w nieświętej trójcy Kinder, Kuche, Kirche, i lepiej, żeby się polski Kościół do tego przyzwyczajał. Bo skończy jak quebecki, który jeszcze do lat 60. ubiegłego wieku trzymał frankofońską prowincję w żelaznym uścisku, a potem, po Cichej Rewolucji, w ciągu dekady stracił całą władzę. Przegiął, a ludzie mieli dość. Dziś Quebec jest najbardziej laicką prowincją, kościoły są puste (w Montrealu regularnie uczestniczy w mszach 2 procent populacji), a prawo do aborcji najbardziej liberalne w całej liberalnej Kanadzie.

Czego i nam w Polsce życzę.

ODPOWIEDZ